(tutaj była wspominka o tym, że chyba powinnam pójść za ówczesną modą i zacząć pisać blogaska - ups! stało się)
Jestem prześladowana przez pomidory !
Nie żartuję. Mówię totalnie poważnie.
Działeczkę mojego dziadka obrodziło w pomidory, jest zatrzęsienie pomidorów. Są pomidory małe, średnie, duże. Te takie bardziej kutaskowate, jak i cycowate. Bardziej czerwone i mniej. Co byście sobie tam chcieli..
Tym samym od 3 tygodni jem pomidory. Pomidory na śniadanie. Pomidory na obiad. No i w związku z tym, że jest mi ich wciąż mało, to również pomidory na kolację. A co ja sobie będę żałować, prawda ?
Więc dzisiaj jakoś tak wyszło, że zamiast o 14:00 wstałam o 9:30.
(no dobra przyznam się - idę "to pimp my" paznokcie, bo w sobotę będzie huczne polskie wesele, więc muszę jakoś swoje blachy na przyzwoitym poziomie prezentować)
Zrobiłam sobie śniadanie. Zgadnijcie co ?
No oczywiście, że pomidory.
Odpalam kompa.
Ctrl + T
I wyskakują mi pomidory !? Myślę sobie "what the fuck ?! O_o".
Otóż jak się okazało dzisiaj jest 70 rocznica La Tomatina, czyli hiszpańskiego (Hiszpania mnie prześladuje od kiedy pamiętam...) święta obrzucania się pomidorami. Po prostu wszyscy hucznie i zbiorowo robią wielki przecier pomidorowy. SZACUN !
(no dobra przyznam się - idę "to pimp my" paznokcie, bo w sobotę będzie huczne polskie wesele, więc muszę jakoś swoje blachy na przyzwoitym poziomie prezentować)
Zrobiłam sobie śniadanie. Zgadnijcie co ?
No oczywiście, że pomidory.
Odpalam kompa.
Ctrl + T
I wyskakują mi pomidory !? Myślę sobie "what the fuck ?! O_o".
Otóż jak się okazało dzisiaj jest 70 rocznica La Tomatina, czyli hiszpańskiego (Hiszpania mnie prześladuje od kiedy pamiętam...) święta obrzucania się pomidorami. Po prostu wszyscy hucznie i zbiorowo robią wielki przecier pomidorowy. SZACUN !

